9 rzeczy, które mi się podobają w Danii. graphic

Dania to taki niepozorny kraj. Niewiele się o nim słyszy, a potem przyjeżdżasz i okazuje się, że to niezwykle interesujący zakątek ziemi.
Kiedy podczas rozmyślań na temat kierunku emigracji pojawiła się Dania, wiedziałam tylko, że jej stolica to Kopenhaga. Potem zaczęłam czytać i w zasadzie nie dowiedziałam się wiele więcej niż to, że jej mieszkańcy to najszczęśliwszy naród w Europie i że jeżdżą dużo na rowerach. Po przyjeździe Kopenhaga wciągnęła mnie totalnie. Minęło niespełna 5 lat, mieszkam na peryferiach i patrzę na pewne rzeczy z dystansu. Przejdźmy zatem do konkretów:

Niebo nad portem.

  1. Rowery, rowery, rowery.
    Kultura rowerowa jest wysoko rozwinięta, ścieżki rowerowe są praktycznie wszędzie, rowery występują pod różnymi postaciami np. wspaniały Christiania bike (rower ze skrzynią z przodu przydatną do przewożenia rzeczy, dzieci czy psa). Naprawdę warto wsiąść na rower, aby spojrzeć na miasto z nieco innej perspektywy (pisałam o tym tu). Plusem jest też to, że można tak zjeździć całą stolicę, bo przecież Kopenhaga jest stosunkowo mała. Minusem jest wiejący wiatr (zawsze w Twoją stronę) i kradzieże. Mój bilans 4-letni to 3 ukradzione rowery. Niemniej nie wyobrażam sobie Kopenhagi bez roweru.

    Rowery na rogu ulic Nørrebro.

  2. Duński.
    Tak, wiem. Jestem może troszkę nienormalna, ale co ja zrobię, że naprawdę podoba mi się ten język! Nie podoba mi się tylko to, że wciąż nie wszystko rozumiem, co mnie trochę wyklucza z towarzystwa… Trzeba przyznać, że język jest trudny. Duńczycy też to wiedzą i niestety często przechodzą na angielski, jeśli usłyszą jak kaleczysz ich język. Ale wspaniałe jest to, że można się go uczyć za darmo. Oczywiście są pewne warunki, ale generalnie można.
  3. Hygge.
    Obrzydliwie popularne się to słowo zrobiło. Powstało w okół niego tyle szumu, jakby było receptą na szczęście. I do tego jakąś taką tajemniczą, bo nie do końca możliwą do przetłumaczenia. Bo to się bardziej czuje niż opisuje. W zasadzie wszystko może być hygge. Niewątpliwie sprzyjają temu świeczki zapalane w domach, restauracjach, parkach. A także koce, którymi można otulić się w zimowe wieczory, albo poduszki na sofach. Wszystko co sprawia, że jest przyjemnie, ciepło, przytulnie. Po prostu hygge.
  4. Luz.
    Wychodzisz na miasto, rozglądasz się po ulicach i wiesz, że możesz wszystko. Nie ma znaczenia, jak wyglądasz, możesz ubrać się w co tylko chcesz. Fryzura? Nieład na głowie mile widziany. Chce Ci się nagle tańczyć i śpiewać? Proszę bardzo!

    Piwo na moście podczas festiwalu Distortion.

  5. Alkohol.
    Alkohol można pić w miejscach publicznych. Można w parku zrobić piknik z lampkami wina, można na Nyhavn usiąść nad wodą i wypić piwo z puszki, dużo taniej niż w restauracji tuż obok. Wiadomo, piwo w plenerze smakuje inaczej niż w pubie. I jeszcze puszki i butelki wcale nie zaśmiecają miasta, bowiem zawsze znajdzie się ktoś, kto je pozbiera. W końcu każda mała puszka to 1 korona do zwrotu w automacie.
  6. Systemy.
    Wszystko można załatwić przez Internet! No dobra, prawie wszystko i dopiero jak już jesteś w systemie. Ale jak już jesteś, to wielki Skat (urząd podatkowy, ale również skarb, kochanie) wszystko o Tobie wie. Przez Internet załatwisz przerejestrowanie samochodu, ubezpieczenie, rozwód…
  7. Służba zdrowia.
    Ja jestem zadowolona. Wiadomo, że wszędzie zdarzają się lekarze z powołania oraz ci, którzy z powołaniem się totalnie minęli. Niemniej moje doświadczenia są pozytywne. Zawsze mili i rzeczowi. Ogólne podejście to nie martwimy się na zapas. O ciąży w Danii pisałam tu. Trochę nakłada się punkt poprzedni. Zwolnienia, recepty, skierowania do specjalistów – wszystko w systemie, zero papierologi. Pacjent ma dostęp do swojej historii zdrowia również przez Internet.

    Kaprys jeździ na rowerze razem ze mną.

  8. Bytte/loppemarked.
    Bytte i loppe markety zdecydowanie wymagają oddzielnego wpisu. Co to jest? Loppemarked to pchli targ, na którym ludzie wyprzedają nieużywane rzeczy. Byttemarked to targ wymiany, przynosisz to, czego dłużej nie potrzebujesz i bierzesz to, co uważasz, że może ci się przydać. „Co dla jednego jest śmieciem, dla drugiego jest skarbem.”
  9. Niebo.
    Nie wiem czy w Polsce nie zwracałam uwagi na niebo czy inna szerokość i długość geograficzna powodują, że niebo bywa tutaj naprawdę piękne. Czerwone od wschodu słońca, sine podczas burzy i do tego te chmury tak nisko zawieszone. Czasem po prostu staję i podziwiam.

To takie główne punkty, które pojawiły mi się w głowie. Pewnie znalazłoby się więcej. Może ktoś coś doda od siebie? Podsumowując – Dania da się lubić. Żeby jednak zbyt kolorowo nie było w następnym wpisie o tym, co mi się nie podoba.

Wschód słońca nad jeziorami.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.